BLOG

Glikole w kosmetykach - dobre czy złe?

Na fali obecnego zainteresowania tym, co jemy i kładziemy na skórę i przy rosnącej potrzebie, ale też presji bycia EKO, szereg składników kosmetycznych zaczęło być „banowanych”. Wśród tych składników poczesne miejsce zajmują glikole, z wielu powodów surowiec bardzo popularny w branży kosmetycznej.
Często powody, dla których mówimy im "nie" bywają niejasne, przeplatane mitami i uproszczeniami.

Jak to więc z glikolami jest? Możemy je stosować czy lepiej omijać szerokim łukiem?

Co to są glikole? Mini-pigułka chemiczna dla opornych.

Glikole należą do grupy alkoholi, niezwykle szerokiej i zróżnicowanej grupy związków organicznych, która na co dzień, nam - laikom, przysparza mnóstwo kłopotów interpretacyjnych.
No bo jak pogodzić fakt, że ten alkohol, który zdarza nam się popijać z przyjaciółmi jest w jednej rodzinie z gliceryną (glicerolem), alkoholem cetylowym, który jest tłuszczem, alkoholem benzylowym, który jest alkoholem aromatycznym czy retinolem, który jest alkoholową formą witaminy A?
Pełny i kolorowy zawrót głowy. 

(Dla ułatwienia, alkohole rozpoznamy albo po nazwie alcohol - cetyl alcohol albo po koncówce ol - glycerOL, sorbitOL , retinOL, geraniOL ;))

Jako grupa, alkohole zbudowane są głównie z węgla i wodoru i wyróżnia je to, że mają co najmniej jedną grupę wodorotlenową (hydroksylową) - OH, przyczepioną do łańcucha węglowodorowego.

Skomplikowane?
Pamiętacie jak wygląda wzór na etanol? Tak, ten etanol ;)
C2H5OH (możemy go też zapisać C2H6O lub CH3CH2OH ;P).

A oto parę innych alkoholi:
C3H5(OH)3 - gliceryna     C6H8(OH)6 - sorbitol     C20H29OH - retinol
C10H19OH - mentol         C16H33OH - alkohol cetylowy. 

Jak widać, ilość grup OH może być różna. Dzielimy wtedy alkohole na jedno- (etanol) i wielo-wodorotlenowe (gliceryna), chociaż są również inne podziały. 

Generalna zasada mówi także, że im krótszy łańcuch węglowodorowy (C i H), tym łatwiej dany alkohol miesza się z wodą. Etanol ma krótki (popatrzcie na ilość atomów), miesza się więc wyśmienicie z wodą (i colą ;)), retinol, mentol czy alkohol cetylowy dużo lepiej w tłuszczach.

Ale co z naszymi glikolami?

Glikole również mają cząsteczkę OH przyczepioną do łańcucha węglowodorowego. Ściślej biorąc mają je dwie, dlatego nazywamy je di-olami. Leżą trochę pomiędzy takim etanolem (i innymi alkoholami z jedną grupą OH) a glicerolem (pamiętamy, miał 3 grupy OH).

To właśnie to „pomiędzy” czyni je tak interesującymi. Świetnie rozpuszczają się w wodzie (szczególnie te z krótkim łańcuchem), łatwo wnikają w skórę (mają zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka i ułatwiają transport składników aktywnych), są fantastycznym rozpuszczalnikiem (dużo lepszym niż gliceryna) i nie wysuszają jak nasz przysłowiowy etanol, przeciwnie - silnie nawilżają. Co więcej, mają właściwości konserwujące (antymikrobowe) i poprawiają konsystencję produktu. Do tego są neutralne w zapachu i smaku (lekko słodkie), super stabilne chemicznie, nieprzytomnie odporne na temperaturę i bardzo trwałe.
Słowem, są kochane na całym świecie przez przemysł w ogóle, a przemysł kosmetyczny w szczególności.

Hmmm… to gdzie w tym miodzie leży łyżka dziegciu?


Glikole - rakotwórcze? Nie, ale...warto wiedzieć:

W sieci pojawia się sporo informacji o szkodliwości glikoli, ich autorzy często wskazują, iż są to substancje (potencjalnie) rakotwórcze. Skąd się wzięła ta opinia?

W przeciwieństwie do dużej części alkoholi, w tym gliceryny, glikole nie występują w naturze. Są syntetyzowane na skalę przemysłową, i to w dużych ilościach.
Swoją niesławę zawdzięczają glikolowi etylenowemu - silnie trującej substancji, którą kojarzymy wszyscy z płynów odmarzających oraz glikolom polietylenowym - PEGom (polyethylene glycols), których glikol etylenowy jest cząstką macierzystą.

Glikol etylenowy w kosmetykach spotkamy obecnie stosunkowo rzadko, ale PEGi nader często, i to nie tylko w kosmetykach, zdarzają się również w jedzeniu. Są świetnymi emulgatorami, mogą być też stosowane jako środki myjące czy nawilżające (humektanty), mają właściwości konserwujące i polepszają sensorykę produktu.

Same PEGi nie niosą ze sobą niebezpieczeństwa, jednak do ich produkcji używany jest rakotwórczy tlenek etylenu, którego nieprzereagowane cząstki mogą pozostać w produkcie, podobnie jak jego pochodna, kancerogenny dioksan. Mimo, iż - teoretycznie - poziom substancji niebezpiecznych w żywności i kosmetykach powinien być monitorowany, a dioksanu stosunkowo łatwo można się pozbyć z produktu końcowego, realia - jak wynika z szeregu badań - są różne. Ciekawych odsyłam na stronę amerykańskiej agencji zajmującej się substancjami toksycznymi The Agency for Toxic Substances and Disease Registry (ATSDR) https://www.atsdr.cdc.gov 
(
Według raportu z 2008 roku 46% kosmetyków do codziennej pielęgnacji zbadanych pod tym kątem było zanieczyszczonych dioksanem, często powyżej poziomu uznawanego za bezpieczny.)

Glikol propylenowy, najczęściej przez nas spotykany w produktach, jest, w przeciwieństwie do swojego krewniaka, klasyfikowany jako substancja bezpieczna (GRAS - Generally Recognized as Safe) i dopuszczony do użytku w przemyśle spożywczym, kosmetycznym i farmaceutycznym. Pozyskiwany jest z propylenu (pochodnej propanu/ropy naftowej) i dosyć dobrze przebadany. Znajdziemy go w wielu sklepowych kosmetykach, od pasty do zębów, przez środki myjące do ciała i twarzy po olejki do masażu.
Oczywiście glikolem propylenowym można się śmiertelnie zatruć, ale przyjęta dawka musiałaby być ogromna (rzędu 1 kg), gdyż jest metabolizowany do kwasu mlekowego i pirogronowego i w ciągu 48 godzin wydalany z organizmu, a reakcje podrażnienia czy alergii nań zdarzają się relatywnie rzadko. Wbrew tej tezie idzie jednak przekonanie niektórych badaczy i specjalistów (np. polskiego lekarza i fitologa dr Różańskiego), którzy uważają, że jest to substancja szkodliwa, powodująca uszkodzenia błon komórkowych, szczególnie w większych stężeniach lub wdychana (w e-papierosach).
Czy ich obawy są uzasadnione? Nie jest to do końca jasne, ale istnieją badania, które potwierdzają reakcje alergiczne. No i ja mam ograniczone zaufanie do marketingowych zapewnień spożywczych i kosmetycznych gigantów. :P
W dużym stopniu na fali odrzucania syntetyków (które to podejście rozumiem i współdzielę), glikol propylenowy jest uznawany przez coraz więcej osób za kontrowersyjny. W przypadku kosmetyków nie powinien, z racji stosunkowo niedużych stężeń (czy zawsze...?), budzić wielkiego strachu. Niemniej na pewno warto sprawdzić, na którym miejscu w spisie składników ulubionego kremu go znajdziemy i... lepiej żeby był pod koniec składu. :) Mimo generalnej oceny, iż to bezpieczny składnik, powinny go raczej unikać osoby ze skórą wrażliwą i alergiczną, bo bywa kojarzony z dermatozami i podrażnieniami. 


Glikole syntetyczne vs "naturalne"

Producenci kosmetyków naturalnych z reguły odrzucają glikole, po części dlatego, że odrzucają pochodne ropy naftowej jako syntetyki nie służące skórze, ale też w dużej mierze z obawy przed reakcją ich klienta, któremu każdy glikol kojarzy się źle ;) Niebagatelny wpływ na tą decyzję ma również proces produkcji glikoli syntetycznych, mocno obciążający środowisko.

Jednak może nie wszystkie glikole są takie złe? :)
Od kilkunastu lat na rynku dostępne są również glikole "naturalne", roślinne. Co to znaczy?
Chociaż - tak jak powiedzieliśmy wcześniej - glikole nie występują w naturze, potrafimy je wyprodukować z roślin, a najczęściej roślinnej gliceryny lub np. kwasu mlekowego. Metody produkcji jest wiele, od prostej hydrolizy (takiej jak przy produkcji mydła) po procesy enzymatyczne i biotechnologiczne, w których wykorzystuje się armię mikroorganizmów. Są to procesy nie inwazyjne dla środowiska.

Glikole roślinne są surowcem odnawialnym, dopuszczonym do stosowania w kosmetykach naturalnych i często certyfikowanym przez organizacje typu Cosmos/Ecocert jako substancja naturalna.

Dla odróżnienia od glikoli syntetycznych zazwyczaj (ale nie zawsze!) używa się w ich opisie końcówki DIOL.
PropaneDIOL to często roślinny glikol o 3 atomach węgla tak jak glikol propylenowy
ButaneDIOL - (roślinny) glikol o 4 atomach węgla - glikol butylenowy
PentaneDIOL lub PentIOL - (roślinny) glikol o 5 atomach węgla - glikol pentylenowy

Oczywiście glikole roślinne to wciąż rzadkość w kosmetykach, produkuje się ich bardzo mało, no i są duużo droższe od tych syntetycznych. Są cennym surowcem: podobnie jak te syntetyczne, są wspaniałym nośnikiem ekstraktów, doskonałym humektantem i sprytnym sposobem na zmniejszenie substancji konserwujących w produkcie końcowym. A, zgodnie z tym, co wynika z badań, są wyraźnie łagodniejsze dla skóry od ich syntetycznych kuzynów.

Czy zatem stosować je czy omijać? I czy jest się czym niepokoić?

Na pewno warto być uważnym i starać się chociaż odrobinę analizować składy. Obecny niezwykły rozwój zielonej kosmetyki zawdzięczamy przecież w dużej mierze konsumentom, którzy powiedzieli stop szkodliwej chemii, stawiając producentom wyzwania.
Glikole pod koniec składu będą substancją wspomagającą recepturę, przypuszczalnie rozpuszczalnikiem ekstraktów, które nasza skóra dzięki temu lepiej przyswoi. Glikole na początku to konserwanty, tanie nawilżacze i prawdopodobnie syntetyki; w za dużych ilościach mogą być drażniące.

Ja, jako producent chętnie sięgnę po roślinne glikole (w niedużych ilościach, oczywiście), raczej nie odrzucę też dobrego ekstraktu, w którym taki glikol jest składową. I mam szczerą nadzieję, że nie przestraszy Was roślinny DIOL w serum, które w tym roku dostaniecie. :) 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Rozejrzyj się , na pewno coś znajdziesz ;)