BLOG

HISTORIA, czyli scrub kawowy i przyjaciele

Moja przygoda z kosmetykami naturalnymi zaczęła się w 2012 roku i jest historią bardzo osobistą. Kryzysem wieku średniego, który przerodził się w odkrycie nowej pasji. ;-P

Byłam wtedy w okresie turbulencji prywatnych i zdrowotnych, kiedy uświadomiłam sobie, że styl życia jaki prowadzę od lat to nadmiar pracy i obowiązków, i zupełny brak czasu dla siebie i bliskich. Że funkcjonuję jak zawodowa maszynka, w trybie, który określam "kolejką wąskotorową". Niektórzy z Was to pewnie znają? :-(

Moja skóra także zaczęła mieć mnie dość: cienka, przesuszona, reagowała ciągle podrażnieniem a to co nagle dostrzegłam w lustrze...hmmm, raczej mnie nie zachwyciło (eufemizm).

Powoli zaczęłam zmieniać przyzwyczajenia, szukać samej siebie na różnych polach. Zwracać uwagę na to co jem (i czego nie jem ;)), ćwiczyć, medytować.  Przekopywałam się (ciągle to robię) przez tony literatury w poszukiwaniu wiedzy, porad, inspiracji. Zaczęłam czytać i rozumieć składy kosmetyków, informacje z badań; ukończyłam studia z zielarstwa. 
Eksperymentowałam. Chemia kosmetyczna wciągnęła mnie bez reszty.

Efektami swoich kuchenno-kosmetycznych zmagań obdarowywałam rodzinę i przyjaciół.*
I… oni wrócili: chcieli więcej, dla siebie i dla swoich bliskich, dla przyjaciół.
Tak narodził się From a Friend.

Przez prawie pięć lat eksperymentów, testów i ciągłej nauki towarzyszyło mi coraz większe grono Przyjaciół, Krewnych i Znajomych Królika radośnie wspierających mnie w tej - długi czas czysto hobbistycznej - inicjatywie, która niedawno wywróciła moje zawodowe życie do góry nogami.
Ich zachęta, zaraźliwy entuzjazm i radość, jaką mnie szczodrze obdarowywali były i są niezwykłą motywacją i nagrodą. I to Przyjaciołom zawdzięczam, że odważyłam się szerzej zaprezentować "mazidła" From a Friend.
Dziękuję!

Dwójka z nich, Asza i Igor, zgodziła się wesprzeć mnie w tym projekcie bardziej oficjalnie i teraz mogę już z dumą podpisać:

ania & przyjaciele


* Pewnie Was nie zdziwi, że pierwszy był słynny peeling „kawa z oliwą” (chociaż Zuza, moja córka upiera się że kule do kąpieli ;)). Peeling był świetny, to znaczy skóra po nim była świetna, nawilżona, nakremowana, elastyczna. Wreszcie! Ale on sam… rozsypywał mi się w rękach, pachniał co najmniej dziwnie (kawa z oliwą nie pachnie dobrze…) a łazienka po jego użyciu - zatkany odpływ i czarne paćki w całej okolicy.

Stopniowo zaczęłam dodawać do peelingu różne oleje i masła, szukałam olejków eterycznych i ekstraktów. Jego receptura przeszła wiele stadiów i etapów. Dzisiaj robię go na organicznym oleju z kawy arabskiej i ekstrakcie CO2 z kawy, bo tylko te zawierają naprawdę kofeinę, w przeciwieństwie do suchej kawy zatopionej w olejach (kofeina nie rozpuszcza się w tłuszczach). Do peelingu dodaję wyciąg z wanilii, który sama przygotowuję, dużo masła kakaowego i oleje makadamia, sezamowy i z orzechów laskowych, które nawilżają, wygładzają i wzmacniają skórę. Peeling zawiera drobny cukier trzcinowy, płatki owsiane i tylko odrobinę świeżej zmielonej kawy, dzięki czemu nie brudzi. Pachnie jak Cappuccino. Podwójne Cappuccino :). 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Rozejrzyj się , na pewno coś znajdziesz ;)