BLOG

Masła naturalne i ...niekoniecznie

.... czyli dlaczego nie lubię składnika hydrogenated oil :)

Na rynku można znaleźć teraz mnóstwo naturalnych składników i sięgamy po nie chętnie jako jednoskładnikowe kosmetyki. Wśród nich szczególnie przyciągają masła. Egzotyczne, roślinne, naturalne, wabią już samą nazwą.

Masło shea, mango, awokado, migdałowe, kawowe, cupuacu, jojoba, kokum, żeby wymienić pierwsze, które znalazłam.

Brzmią cudownie. Szczególnie awokado, migdałowe i kawowe, prawda? Yummy :)

W pogoni za naturą wielu potępia w czambuł rafinację olei (Niesłusznie, oczyszczanie olei bywa czasami niezbędne, a istnieje szereg metod fizycznych, jak np. filtracja czy odwirowywanie, które nie zubożają wcale końcowego produktu.), ale nie zawsze zwraca uwagę na zawartość naturalnego jednoskładnikowego "kosmetyku". 

Niestety w naturze nie istnieje masło migdałowe, masło awokado czy kawowe. W składzie tych maseł znajdziecie tajemniczy składnik „hydrogenated vegetable oil” - uwodorniony olej roślinny.

Większość z Was zapewne bardziej kojarzy hasło „utwardzony tłuszcz roślinny" i związane z nim kwasy tłuszczowe trans, szkodliwe dla czlowieka. Dla ścisłości proces utwardzania olei następuje w wyniku częściowego uwodornienia, przy całkowitym uwodornieniu (całkowitej hydrogenacji) kwasy trans nie powstają, chociaż oczywiście tracimy cenne kwasy nienasycone. 
Ten sam proces utwardzania maseł stosowany jest w kosmetykach - masło awokado to mieszanka oleju awokado i częściowo uwodornionego oleju roślinnego, masło migdałowe to olej migdałowy i uwodorniony olej roślinny.
Uee, brzmi gorzej... Nie dziwię się, że prawie nigdy nie widzę wtedy pełnego składu po polsku. ;)

No dobrze, ale mówimy o kosmetykach, nie o jedzeniu. Czy to jest szkodliwe w kosmetykach? Czy kwasy trans mogą przenikać przez skórę? 

Nie. Stosowanie takich maseł na skórę jest w pełni bezpieczne. Nie powinno się ich spożywać, ale możemy się nimi smarować.

To czemu sie czepiam w takim razie?

Zwróciliście uwagę, że INCI zawsze mówi o „roślinnym” oleju, ale nigdy go nie identyfikuje? Nie zastanawialiście się dlaczego?
Pod tym hasłem kryją się „zlewki” - najtańsze i zawsze głęboko rafinowane, a co za tym idzie, pozbawione wszystkich cennych substancji oleje, z których na skalę przemysłową produkuje się „utwardzacz”.
Te pięknie brzmiące masła zawierają zazwyczaj blisko 50% oleju uwodornionego a nigdy mniej niż 30%. Otrzymujecie więc najczęściej w połowie kompletnie bezwartościowy produkt. Za całkiem sporą sumę, dodajmy.

Tego się czepiam. Nie samego procesu hydrogenacji. Tylko świadomego robienia w konia konsumenta, którego czasami tak łatwo uwieść marketingową obietnicą czy fancy nazwą.
Chyba, że... czyta składy ;)
Do czego, jak wiecie, zawsze gorąco namawiam.

P.S. A może..., może następnym razem, kiedy przyjdzie Ci ochota na masło morelowe czy kawowe, przygotujesz je sama? Np. 45% oleju + 40% masła shea + 15% masła kokum? To super zabawa, a blogosfera pełna jest przepisów.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Rozejrzyj się , na pewno coś znajdziesz ;)